

Tym razem będzie o sąsiadach. Mam taką jedną zołzę piętro niżej, co to uwielbia wtrącać się w nie swoje sprawy. Wiecie, to rodzaj tych co "akurat" tedy przechodziła i przy okazji chciała ci powiedzieć, żebyś nie deptał trawy przed domem. No wrzód na zdrowym organizmie narodu. Myślę sobie: a, stara torba i tak już na rozsypce, to co będę się produkować i jak się czepi to przytaknę. Ale nie! Stara tak się rozkręciła, że zaczęła się czepiać o wszystko! A to światła na korytarzu nie gaszę (no po to jest, żebym po ciemku wchodząc zębów sobie nie wybiła), a drzwi od klatki niedomknięte i okna otwarte, a psa puszczam na podwórko, a ona właśnie z miejsc parkingowych ogródek robi (choć wcale innych sąsiadów nie pytała). Nosz... próchno jedne tak mnie wyprowadziła z równowagi, że kazałam się jej wyprowadzić na Syberię i powiedziałam, żeby przestała mnie szpiegować i znalazła sobie inne zajęcie na starość! A psa i tak będę puszczać, bo to nie jest muzeum, ani jej prywatna toaleta ( pies się tam nie załatwia). Starą zamurowało, ale coś tam jeszcze mruczała pod nosem, więc ją zlałam i poszłam sobie. Tak się darłam na nią, że wszyscy sąsiedzi w oknach już podsłuchują. Następnego dnia wszyscy sąsiedzi mi gratulowali xD...





z takimi trzeba krótko

















































