

W liceum mieliśmy bardzo zakręconą, mającą swój świat nauczycielkę biologii. Czasami wpuszczała nas do klasy po czym znikała, po kilku minutach wracała nie wiedząc co się dzieje. Kiedyś jeden z kolegów (równie nierozgarnięty) pomagał jej w przerwie ustawiać eksponaty na zapleczu... Po dzwonku weszliśmy do klasy i od razu uderzył nas ten okropny smród. Bleeee..... Ktoś z zapytał:
- Proszę Pani Profesor co tak strasznie śmierdzi?
Biologica, zupełnie nieskrępowana, zupełnie nie rozumiejąc co mówi, rzuciła:
- To Piotruś zwalił ptaka na zapleczu...
Oczywiście wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ona zupełnie nie rozumiała dlaczego. A Piotruś cały czerwony powiedział jąkając się:
- yyy, aaalee to był ptak w formalinie!






















































